Fandom

Pingwiny z Madagaskaru fanfakty Wiki

Nuklearia cz. 9

1091stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Komentarze0 Udostępnij

<< Poprzednia część

Supermutant już miał uderzyć zastępcę i Nicka, ale nagle od tyłu zaatakował go Fank trzymający siekierę w ręku. Nie popatrzył na uratowanych przez siebie, lecz nadal uderzał siekierą w plecy Supermutanta. Kot nakazał wejść do metra. Nick wszedł jako pierwszy, lecz usłyszał przeraźliwe krzyki zza drzwi, więc się obejrzał. Zobaczył Supermutanta, który odtrącił Fanka i zastępce na bok, po czym zablokował drzwi. Pingwin podbiegł do drzwi. Próbował je otworzyć, co się nie udało. Cały drżał ze strachu. Obejrzał się w stronę ścieżki do zniszczonego metra, która była schodami. Zszedł po nich, a na dole zobaczył innych. Światło się paliło. Byli na dworcu. Zobaczył tam Bezimiennego, Ersę i jakieś dwa koty, których nie znał. Joe od razu podszedł do Nicka i rozpoczął pogawędkę:

- Gdzie oni są? Gdzie Fank i inni?

- Wszedłem, ale - zaciął się na chwilę Nick, po czym kontynuował - Supermutant zatrzasnął drzwi blokując innym drogę i najpewniej...

Inni nic nie powiedzieli. Bezimienny Joe usiadł smutny na kamieniu, który kiedyś był częścią dachu. Wszyscy byli załamani. Nick był cały zdruzgotany i czuł strach. Przez cały czas miał w oczach tę sytuację, która przed chwilą miała miejsce. Wygląd przeraźliwego Supermutanta, który nie wyglądał, jak człowiek. Był łysy i miał zielono - żółtą skórę. Oprócz tego miał duże mięśnie i jako ubiór nosił, jakąś dziwną zbroję. Jednak wszyscy z nich musieli się z tym pogodzić - Fank i reszta gangu była najpewniej martwa. Pierwszy poradził z tym sobie Bezimienny Joe, który wstał z kamienia, po czym popatrzył na innych po kolei i rozpoczął przemówienie:

- Wiecie, jeżeli mamy przeżyć musimy działać razem za wszelką cenę. Nie możemy rozpaczać tak cały czas, aż wpadniemy w depresję. - zatrzymał się na chwilę, po czym kontynuował - Fank i inni są najpewniej martwi. Musimy, jakoś dojść do Nowego Jorku i przejść ten Labirynt Hallantiego.

- Na pewno nam się uda - wtrącił się jakiś kot - bez tylu osób nam się nie uda. Poza tym ten ch*lerny Labirynt przeszedł, tylko Hallanti. Nikt więcej.

Joe zamyślił się chwilę, po czym oznajmił:

- Słuchajcie, co nas obchodzi, że tylko Hallanti to przeszedł? Nasz los może być inny, a teraz w drogę.

Bezimienny Joe nic więcej nie powiedział. Nikt inny nie miał chyba już nic do powiedzenia. Syjam ruszył pierwszy i stanął na zniszczonych szynach metra. Popatrzył na innych, po czym rzucił tekstem - "Idziecie, czy nie?". Nick nadał rozmyślał. Tamto, co mówił ten kot miało sens. Zanim jednak zdążył dokończyć swoje myśli zobaczył, jak Ersa idzie w stronę syjama. Pingwin postanowił w końcu przełamać strach i pójść z innymi. Dwa inne koty dołączyły zaraz po nim. Bezimienny wyszedł na przód i wydał rozkaz, aby inni szli. Już nie po tak krótkim czasie spotkali ghule. Oślizgli zmutowani ludzie z licznymi poparzeniami i zniszczoną skórą otaczali ich raz po raz. Jednak, póki co Ersa i dwa inne koty miały broń, a syjam i Nick mieli w rękach siekiery. Nie raz pingwin i inni stanęli do walki z ghulami w przejściu przez metro. Z czasem Nicka przestał otaczać strach i w sumie przestawał bać się tych ghuli. Czuł się bezpiecznie w towarzystwie kilku osób. Wkrótce zaczęły do nich dochodzić różne krzyki i jęki, które z czasem stawały się coraz bardziej głośne. Bezimienny Joe przystanął na chwilę, a za nim zrobiła to cała reszta. Syjam obrócił się do nich, po czym odparł:

- Skoro jest cała masa tych krzyków to musi być tam cała masa ghuli. Jeżeli dobrze myślę niedługo będziemy mieli skręt w prawo na inne tory, a ghule idą od przodu dla nas, czyli my idziemy tak jakby od tyłu.

- Co sugerujesz? - zapytał się Nick.

- Sugeruję, że jeżeli pobiegniemy szybciej możemy zdążyć przed tą hordą i skręcić w prawo zanim tam dojdą.

- Nie sądzę, abyśmy mieli szansę, więc wchodzę w to - odparła Ersa.

Rozpoczęli bieg. Każdy musiał dać z siebie wszystko. Czuli, że horda ghuli nadciąga z szybką prędkością, a przynajmniej są bliżej celu niż oni. Nick już prawie miał mdleć od tego biegu bez ani jednej przerwy, gdy wreszcie dotarli na drugi dworzec. Już mogli zobaczyć niektóre ghule nadchodzące w ich stronę z drugiej strony. Bezimienny Joe wydał rozkaz, aby chwilę odpoczęli, po czym od razu ruszali. Weszli na drugie tory, po czym zaczęli słyszeć odgłosy ze wszystkich stron. Tam, gdzie mieli iść, od tyłu i tamte ghule, które szły z dworca. Wszystkie było słychać głośniej i głośniej, aż zobaczyli kilka z nich ze wszystkich stron. Napromieniowani ludzie pełzli w ich stronę coraz szybciej i szybciej chcąc rozerwać ich na strzępy.

Następna część >>

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki